czwartek, 10 stycznia 2019

Podsumowanie 2018

No cóż. Kolejny rok za nami.
Miała być reaktywacja i może była. Może nie tak bogata w artykuły jak 2 lata temu, ale staraliśmy się na bieżąco wrzucać posty na facebooka i instagrama.
Pokrótce te ważniejsze aktywności, które w 2018 udało nam się zrobić.
Wróciłem do działalności jaskiniowej w Bielskim Speleoklubie.
W styczniu brałem udział w akcji jaskiniowej w jaskini Miętusiej w Tatrach Zachodnich.
Luty, ponownie akcja jaskiniowa w Tatrach. Liptovski Hrad na Słowacji i kąpiel w gorących źródłach. Film na fb ;)
Marzec to wyjazdy w góry. Słowacka Mała Fatra, Maciejowa w Gorcach i Luboń Wielki w Beskidzie Wyspowym.

W kwietniu udaliśmy się na Święta Wielkanocne do Budapesztu oraz Egeru. Spłynęliśmy dwa razy Małą Panwią. Raz sami, a drugi raz w większym gronie ;) Zwiedziliśmy dwa zamki na Opolszczyźnie. W Brzegu i w Niemodlinie. No i na koniec udałem się znów w tatrzańskie podziemia :)


W maju wyciągnęliśmy nasze stalowe rumaki i wykręciliśmy trochę kilometrów :)

Kolejny miesiąc zaczęliśmy z wysokiego "C". Moje pierwsze 100 km biegiem po górach  na zawodach, w ramach Chojnik Maraton. Zajęło mi to 20 h 30 min. Mrok :)
W następny czerwcowy weekend przyszło się szkolić razem z Komisja Taternictwa Jaskiniowego przy Polskim Związku Aplinizmu na Górze Birów.
A miesiąc zakończyliśmy 4 dniowym wyjazdem do Lyonu, gdzie z Brunem płynęliśmy kajakami rzeką Ain.

Lipiec, to akcja jaskiniowa do jednej z większych jaskiń w Tatrach. Zjechaliśmy na stare dno - 250m i powrót po sznurkach do góry.
2 dniowy wyjazd w pasmo Małej Fatry na Słowacji.

Sierpień to już myśli i przygotowywanie się do wrześniowego urlopu.
W ramach przypomnienia, pojechaliśmy na ferraty do naszych południowych sąsiadów. Rejon Skałka na Kremnicy, pozwolił nam zrobić kilka krótkich ciekawych dróg.
By kondycja była na urlop, to sprawdziliśmy ją wdrapując się na Skrzyczne od Ostrego.

No i wyczekiwany wrzesień. Czas urlopu w Dolomitach. Tym razem pogoda nam nie siadła, ale i tak było fajnie. Zdjęć dużo, ale jakoś mało pary do pisania ;) Nawet ostatnimi czasy to jakoś aparatu nie chce się wyciągać z plecaka ;)
Końcem miesiąca pojechałem na zgrupowanie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego.

Jesień się zaczęła, a my nie zwalniamy :)
Pierwszy weekend października, żeńska cześć spędza czas w Tatrach, a męska szkoli na Jurze.
Wykorzystujemy piękną pogodę w kolejny weekend i odwiedzamy nasze lubiane Pieniny w jesiennych barwach.
Kolejny weekend, kolejne szkolenie. Znowu Tatry i jaskinie. Temat przewodni hipotermia, pierwsza pomoc i pozorowany wypadek.
Miesiąc zakończyłem rekreacyjnym biegiem na Szyszce :)

Patrząc w prognozy, mamy nadzieję na okno pogodowe. Wyciągamy rowery i próbujemy Wiślanej Trasy Rowerowej z Oświęcimia do okolic Zatora. Trasa piękna a pogoda brrrrr.
Za to kolejny listopadowy weekend mega udany. Sobota akcja jaskiniowa w Tatrach. 4 osoby, 2 dna, cała jaskinia. Szybka akcja. Niedziela. Ja i Ewa, 20 km, Beskid Śląski :)
W tygodniu próbujemy się w nocnym bieganiu na orientację. Miała być zabawa, a zajmujemy 3 miejsce w mixach :).
Później przyszedł czas na imprezę pod nazwą Speleokonfrontacje. Takie coroczne spotkanie grotołazów z Polski i nie tylko. Pokaz filmów, kiermasz sprzętu. Fajna impreza. Polecamy.
Miesiąc kończymy Eliminatorem na Czantorii. Wbiegłem, zszedłem i się wyeliminatorowałem ;)

Ostatni miesiąc roku, zaczynamy wyjazdem na unifikację Grupy Ratownictwa Jaskiniowego, w skrócie GRJ. Tak, tak. Żeby być ratownikiem, trzeba jeździć i się szkolić. Więc tych wyjazdów trochę będzie w najbliższym czasie.
Ostatnim w tym roku wyjazd jaskiniowy w Tatry. Jaskinia nie wpuściła nas w swoje czeluścia. Zmiana planu działania. Akcja krótka ale treściwa.
Zostało przygotowywać się na święta, ale my w tym roku na święta pojechaliśmy na Maltę. Spędziliśmy tam 7 dni i zapewne jeszcze tam wrócimy.

Więcej zdjęć w naszych mediach ;)
facebook
instagram

Tak to zleciało. Ewa i Tomek.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Ferraty na Skalka pri Kremnicy

05.08.2018
Urlop się zbliża, a nam brakuje ferrat :). Postanawiamy odwiedzić jeden z rejonów Słowacji czyli Skalka. Znajduje się on w Kremnicke Verchy (góry Kremnickie) i oferuje w jednym rejonie 5 krótkich dróg, o trudnościach od A-B do E. W sieci można znaleźć kilka nazw tej.. tych ferrat np: ferrata Skalka, Skalka pri Kremnicy, ferrata Komin, Vyzva. Wszystkie odnoszą się do tego rejonu i znajdują się na skale o nazwie Kremnicka Skala. Miejscem startowym jest parking na Skalka ( u nas w nawigacji Skalka pri Kremnicy). Miejsc jest  dużo i są darmowe. W miejscowych barach można wypożyczyć zestaw na żelazną drogę. Z parkingu należy kierować się asfaltem do góry w kierunku widocznego wielkiego masztu za tabliczkami z napisem "Ferrata Komin". Dojście zajmuje nie więcej niż 15 minut. Na miejscu znajduje się tablica informacyjna o przebiegu ferrat. Wszystkie są jednokierunkowe i cztery z nich zaczynają się w tym miejscu. Najpierw należy zejść na dół do pierwszej.




Tu się szpeimy. No to komu w drogę, temu...pierwsza droga o nazwie "Zostopovka" o trudnościach A-B. W pierwszej części jest to strome ubezpieczone zejście wzdłuż skały. Dla ułatwienia kilka klamer i drewniane schody. W drugiej końcowej części, należy obejść 200-tu letnie drzewo, pokonać mostek tybetański i zejść na ziemię. I tyle. Odczucie u mnie, jakbym szedł po założonej poręczówce ;).












Przechodzimy dalej, ok 100 metrów i napotkamy kolejne liny. Pierwsza z nich, idąca po lewej stronie, pnie się pionowo w górę. To jest ferrata Vyzva (Wyzwanie) o wycenie "E". Najtrudniejsza ferrata na Słowacji. My po chwili zastanowienia, wybieramy jak większość innych osób, linę po prawej stronie. Jest to początek ferrat Komin "C" i Trubacowa Veża "B". Pierwsze metry są wspólne. Lekkim skosem wspomagając się klamrami, dochodzimy do małej platformy gdzie ściany się zwężają. Tu wchodzimy małym kominkiem do góry i stajemy przed drabiną z klamer. To miejsce jest wyceniane na "C". Można to ominąć łatwiejszym wariantem "B", przez jeszcze ciaśniejszy komin niż był niżej.
My wchodzimy po klamrach. Dziewczyny coś mówią o siłowym przepinaniu się. Dalej jest łatwiej. Kolejna półka między ścianami. Tu obie trasy się rozdzielają. Komin idzie ewidentnie między wąskimi ścianami. 

Wybieramy wariant na Trubacovą Vieza. Stąd trawers ściany, i wychodzimy na zewnętrzną stronę skały. Z miłego chłodu na palące słońce. Kilka metrów do góry i jest się na piku przy krzyżu. Panorama przepiękna i niezła lufa jak na takie "górki". Teraz do pokonania jest most linowy. Niektórzy muszą się przełamać. Wszystko idzie sprawnie. Fotki, filmiki, nikt nikogo nie pogania.
Po pokonaniu mostu, wchodzi się w teren ubezpieczony poręczówką i po kilkunastu metrach kończymy to przejście. Tu też kończy się ferrata "Komin". Robimy przerwę, dzielimy się wrażeniami i wracamy na start, by teraz zrobić w całości "Komin".









Idziemy a tu mała niespodzianka. A w zasadzie "mini via ferrata" i Janosikova diera. Przy szlaku na skale jest ferratka o trudnościach "A-B", poprowadzona trawersem. Długość ok 30 metrów. Przejście jej to kilka minut. Dodatkowo w skale jest jaskinia. A w środku niej poręczówka z liny stalowej. Wejście wymaga użycia czołówki. Lina jest poprowadzona nad wąską szczeliną kilka metrów wgłąb i się kończy. Bardziej atrakcja dla dzieciaków. Mnie samemu lina przeszkadzała (mam doświadczenie jaskiniowe ;) ). W końcu dochodzimy do początku tras. Przejście z końca do początku to ok 5 min. Byli tu tacy co dla kondycji latali w kółko po tych żelaznych drogach. Schodzimy, na mostku robimy więcej zdjęć, podchodzimy pod "Komin". Początek ten sam co wcześniej. Dochodzimy do drabiny i wciskamy się w wariant obejściowy przez ciasny komin. Prawda jest taka, że trzeba ściągnąć plecak :). Wyskakujemy z dziury na znanym nam rozwidleniu. Trzeba się sprężać, gdyż słychać odgłosy burzy. Idziemy po klamrach między wąskimi ścianami. Dno tego "komina" jest strome. Na samym końcu są dwa warianty wyjścia. Łatwiejszy na wprost, troszkę trudniejszy na lewo. Komin, to dwie w bliskiej odległości ściany nie zamknięte od góry ze stromym dnem, na których są klamry.
Kończymy w tym samym miejscu co poprzednią ferrate.







Odgłosy burzy, przekonują nas do zakończenia dzisiejszej zabawy i powrotu do auta. Na parkingu jesteśmy po 15 min. Vyzve zostawiamy sobie na kolejny raz.

Kraj: Słowacja
Rejon: Bańskobystrzycki kraj, Kremnickie Góry (kremnicke verchy)
Start-meta: Skalka pri Kremnicy, parking GPS 48.738538, 18.988208
Możliwość wypożyczenia sprzętu na miejscu. 5 euro za dzień, kaucja 50 euro
Otwarcie ferrat nastąpiło 28.10.2017, trasy są jednokierunkowe
Ferraty:
Zostupovka - "A-B"
Komin - "C"
Trubacova Veza - "B"
Mini via ferrata - "A-B" i Janosikova diera
Vyzva - "E"
Atrakcje: zimą centrum narciarskie, Zamek w Kremnicy
Pamiętajcie że w górach słowackich warto mieć ubezpieczenie, każda akcja ratownicza jest płatna.

Tomek